wszystko traci sens.. 2009-06-27 13:30:10

dlaczego czasem wszystko traci sens w tak krótkim czasie?
nie umiem sobie odpowiedzieć na te pytanie.
chwilami wydaje mi się, ze moje życie będzie wyglądać następująco...
-będę ja, mój aparat, pies i praca w szpitalu.
świetnie po prostu. po pracy będę szła do domu, gdzie będzie witać mnie szczęśliwy pies.
dla relaksu będę chodzić na spacery i robić zdjęcia.
boska wizja.
czemu jest tak, ze nigdy nie może spokać w życiu nic dobrego?
są niby małe radości, ale znikają szybko w tej całej beznadziejności.
wiem, że nigdy bym nie popełniła samobójstwa, choćby było nie wiem jak źle.
ale są dni kiedy nie chce się nic...żyć się nie chce...
mam tak od jakiegoś czasu.
plus pasmo porażek życiowych.
aż nie chce się wstawać z łóżka codziennie z rana.
a bezczynne leżenie jest sto razy gorsze i dobrze o tym wiem.
nie mam siły ani ochoty...na nic...dosłownie.
na dodatek mam wrażenie, ze przyjaciele mnie nie rozumieją..nic a nic.
bo weź i zrozum rozum jak nie Twój... cóż.
w chwili obecnej bardzo potrzebuję oparcia w kimś.. każdy chyba ma taki swój zły czas.
poza tym się zakochałam. starą miłosć bardzo nie udaną, która przysporzyła mi więcej zmartwień niż szczęścia, zastąpiłam nową...
może sto razy gorszą?bo co jak skończy się jak w przypadku Marka?
tego chyba nie wytrzymam.
jak się okaże, że znów trafiłam na żonatego mężczyznę z dziećmi to będzie porażka.
mam jednak nadzieję, że On nie ma rodziny...
zrobię wszystko by się dowiedzieć.
jeśli nie ma rodziny i jest sam, to będę najszczęśliwszą kobietą pod słońcem.
wtedy postaram się o to, byśmy byli razem.
bo pewne zaintersowanie wyczuwam z jego strony...mam nadzieję, ze dobrze przeczuwam.
nie widzę go juz 2dzień[?] i non stop zastanawiam się, gdzie on może byc...może z rodziną?
mam nadzieję, że jednak nie. że jest sam, ze znajomymi..cokolwiek. byle nie był żonaty i dzieciaty...
kiedyś zupełnie mi na nim nie zależało..
aż do czasu, od pewnego momentu.. chyba od 2-3miesięcy umieram z tęsknoty jak go nie widzę...
to jest okropne...
i ta nieświadomość...


skomentuj (0)

wszystko to. 2008-09-20 15:49:07

Dlaczego zawsze coś musi pójść nie tak? żeby to pierwszy raz to bym zrozumiała, ale nie. Tysięczny raz tak samo jak zawsze. Wszystko do okoła się sypie. Nawet jak wydaje się, że 'o teraz może być inaczej' to historia się powtarza. Od jakiegoś tygodnia mam dość życia. Powodów jest wiele. Im jestem starsza tym bardziej nie mogę dogadać się z rodzicami...to jest okropne...wychodzi na to, że mimo tego, że niektóre cechy mam po matce, a inne po ojcu to i tak mam swój własny niepowtarzalny charakter. Matka ciągle się drze. Ojciec się nie drze prawie w ogóle. Ale potrafi powiedzieć taką rzecz co zrani sto razy mocniej... Przez tygodniowy braku humoru nie mam na nic chęci. Trzeba się uczyć, a to zonk. Nie dam rady. Jestem totalnie rozbita. Poza tym jestem chora i doskwiera mi wszystko co możliwe... Totalnego doła załapałam jakieś 2dni temu. Wychodziłam szczęśliwa i zasmarkana na trening, kiedy ojciec stanął przede mną i zabrał mi torbę. Oznajmił, że nigdzie nie pójdę. Bo tylko się gorzej przeziębię. Stałam jeszcze 10min i czekałam na jakieś zbawienie. Odpuściłam se, odburknęłam coś dla ojca, przebrałam się w dresy i usiadłam do komputera. Weszłam na pewną str i szukałam tam pewnej osoby...Ile razy jej szukałam, tyle nie mogłam znaleźć a tym razem trach...Zupełny przypadek. Nawet nic o nim nie wiedziałam, oprócz dwóch mało ważnych rzeczy. Najpierw byłam przeszczęśliwa, a później dobiłam się totalnie. Bo miałam wrażenie, że już powoli o nim zapominam...a tu nie. Znalazłam go...Wydawało mi się to jednocześnie świetne i tragiczne. Nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. A byłam nawet więcej niż pewna, ze i tamtego razu moje poszukiwania staną na niczym. Mam chęć do niego napisać cokolwiek. Ciekawe, czy pamięta jeszcze swoją dawną znajomą? I czy jak już, to zapamiętał mnie tak jak ja jego. Nie napisałam nic. Mam czas. W sumie odwlekam to pisanie, bo wydaje mi się, że on się dawno tam logował...Nie wiem, może się mylę. Któregoś dnia naskrobię parę słów. Jednak w głębi duszy czegoś się boję...albo tego, że może nie odp, albo tego, że nie zagląda na tą stronę. A ja tak bardzo chciałabym znów nawiązać z nim jakiś kontakt. Przecież nie proszę o wiele. Najgorsze w tym zapominaniu o nim, było to, że zawsze coś mi o nim przypominało. Nawet jak wydawało się, że totalnie wyrzuciałm go ze swojej głowy. Próbowałam zapomnieć na różne sposoby. Z nikim jednak mi się nie udało na tyle, żebym była szczęśliwa. Podobno, żeby otworzyć kolejne drzwi, trzeba zamknąć poprzednie. Okej. Tylko dlaczego tamte ciągle się otwierają?Nawet wtedy jak nimi trzasnę to i tak po jakimś czasie się otworzą...Nie rozumiem tego. Weekend szykuje się zajebisty. Nauki multum, a ja nie mam na to siły. Tak bardzo chcem stąd wyjechać...chcem znaleźć się w stolicy...Tylko tam czuje, że żyję. Jak dobrze, że to ostatni rok. Kiepsko widzę maturę i inne sprawy. Zresztą nie ja jedna przechodzę maturalny kryzys. Podejrzewam, że rodzice by mnie wypierniczyli z domu jakbym się nie dostała na studia. Mam ich gdzieś. Dostanę się to będzie miło, ba cudownie. A jeśli nie to cóż. Wtedy spróbuję po raz kolejny. Jak ojciec dowiedział się, że chcem wyjechać na studia do Warszawy to zaczął krzyczeć, że jestem nienormalna... A do cholery nie on mi będzie wybierał co mam robić. Gdzie się nie ruszę słyszę tylko, abym się uczyła, że to mój jedyny obowiązek i jedyny problem, który mogę mieć. Kur** nienawidzę podejścia mojej matki. Bo jak to mogę mieć inne problemy?A normalnie! Nie potrafię z nią rozmawiać...jak podejmę inny temat niż szkoła, to kończy się mega awanturą. Dziś z rana dowiedziałam się, że zostanę dziadem i będę mieszkać pod mostem...Super. Nic tylko się zabić. Z nikąd dobrego słowa. Jedynie na przyjaciół mogę liczyć. Ale wiadomo, że z matką i ojcem spędzam więcej czasu...a w tych chwilach przeważnie mam dość. I weź się nie załam...Każdy, kto mnie zna mówi mi, że mnie podziwia, ze to wszystko wytrzymuje. Łał. Powinnam chyba dostać medal. Albo chociaż pod innym względem powinno mi się jako tako powodzić, a tu nic. Zero. Null. Kaszmar... 

skomentuj (0)


dodaj zobacz



2009
czerwiec
2008
wrzesień


©niedziela blog.pl da